Jezus Panem i Zbawicielem

 

    Ks. Andrzej Nowicki 

3 NIEDZIELA KERYGMATYCZNA

 

       Zbawienie i życie wieczne w Chrystusie. Osobisty wybór Jezusa jako jedynego Pana i Zbawiciela.

Przez dwie minione niedziele przedmiot naszych medytacji stanowiły dwa doświadczenia obecne w sferze życia duchowego. Pierwsze z nich to pragnienie Boga, o którym wiemy, że kocha nas bezgraniczną miłością. Drugie to grzech, który w swej najgłębszej istocie jest często świadomym, zaprzeczeniem, odrzuceniem tej miłości. Te dwa doświadczenia przenikające naszą codzienność, stają się w rzeczy samej głównymi bohaterami toczącej się w naszym sercu i sumieniu walki, której stawką jest osobisty wybór Jezusa jako jedynego Pana i Zbawiciela, a w konsekwencji zbawienie, życie wieczne w Chrystusie.

 Kiedy Jezus przemierzał miasta i wsie odbywając swą podróż do Jerozolimy, ktoś Go zapytał: „Panie czy tylko nieliczni będą zbawieni? On odrzekł: „usiłujcie wejść przez ciasne drzwi, gdyż wielu powiadam wam będzie chciało wejść, a nie zdołają”. Czym zatem są owe „ciasne drzwi” do życia wiecznego? Jak rozumieć te słowa Jezusa?

      Poszukując odpowiedzi na to pytanie na kartach Ewangelii, spotykam pewnego bogatego młodzieńca, który pyta wprost Jezusa: „Nauczycielu dobry, co mam uczynić, aby osiągnąć życie wieczne? W tym pytaniu wyraża on swoje ukryte pragnienie życia wiecznego. I osobiste przekonanie, że Jezus może mu je zapewnić. Mocnym atutem możliwej realizacji tego pragnienia jest jego wierne, wieloletnie zachowywanie przykazań. Jezus zapraszając go do podążania za Nim w większej bliskości ze sobą, stawia mu jeden warunek: „Idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim (...) Potem przyjdź i choć za mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości” (Mt 10,22). W ostatniej chwili nie zgodził się oddać wszystkiego co posiadał, aby pójść za Jezusem. Przestraszył się. Powstrzymały go jego bogactwa, które świadomie wybrał. I wtedy popadł w smutek. W swoim wyborze stał się ofiarą tego, co kiedyś ojcowie pustyni nazywali pokusą demona południa, która przychodzi w środku dnia, kiedy upał ciąży najmocniej. Tradycja monastyczna, nazywa tę pokusę acedią. Według Ewagriusza z Pontu jest to pewnego rodzaju otępienie duchowe, smutek, który wkrada się w środku dnia w duszę mnicha wobec tego, co powinno być jej największym szczęściem. Wtedy jego dusza przestaje się radować miłowaniem Boga. Smutek ten rodzi w nim zniechęcenie wszystkim, co mogłoby go Niego przybliżyć. Nie chce i nie potrafi radować się wezwaniem Boga, by iść dalej. Pokonać w sobie fizyczne i duchowe zmęczenie, które rodzi strach przed przyszłością. W tym znaczeniu acedia jest raną i smutkiem duszy. Bo kiedy odrzucamy życie Boże, tak naprawdę już nic nie może nas w danym momencie uszczęśliwić.

      Siostry i bracia! Zasmucona twarz bogatego młodzieńca, który odszedł od Jezusa, niestety staje się dzisiaj symbolem wielu twarzy córek i synów Kościoła.   Smutek i rozgoryczenie wobec miłości Boga, którego pragnienie często zostaje świadomie odrzucone przez przywiązanie do dóbr materialnych, które skutecznie znieczula odczucie głodu Boga, niezawinione cierpienie, nieuporządkowana zmysłowość, grzeszne relacje, a także brak widocznych owoców w pracy nad sobą, często przeradza się w zniechęcenie życiem chrześcijańskim i jego wymogami: modlitwą, przystępowaniem do sakramentów świętych i gorzką krytyką Kościoła naszej Matki, która nas duchowo zrodziła. To z kolei oznacza wejście w często jednolity, spłaszczony i coraz bardziej pozbawiony głębi, świat bez Boga. Świadoma zgoda na taki świat i na to, aby radość nie przychodziła do nas od kogoś innego niż my sami, gasi nadzieję i rodzi poczucie rozmyślnie chcianej samotności. W istocie tak pojęta samotność przeradza się w chaotyczną nad - aktywność, aby zakryć w sobie przerażające poczucie duchowej pustki i oddala nas od prawdziwego przeznaczenia. Uniemożliwia uznanie i wybór w swoim życiu Chrystusa jako jedynego i prawdziwego Zbawiciela.

       Siostry i bracia! Owa pokusa demona południa zwana acedią, gardząca tym, co powinno być jej największym szczęściem wyborem Chrystusa jako jedynego Pana i Zbawiciela, swą  oziębłą i formalną  relacją do Boga, naznacza wszystkie ludzkie więzi społeczne. Relacje w rodzinie, w szkole, w uczelni, parafii, gronie przyjaciół i wszelkich innych wspólnotach które tworzymy. Jej wymierną konsekwencją jest bardzo często zazdrość, obojętność, brak empatii i szczerego współczucia, czy coraz bardziej powszechny dzisiaj medialny i internetowy heit. Ilustracją tego problemu jest współczesna opowieść o miłosiernym samarytaninie. Jest ona odpowiedzią, jaką współczesny świat pragnie udzielić uczonemu w Prawie, który przeszło 2000 lat temu, podstępnie wystawiając Jezusa na próbę, zapytał podobnie jak wyżej wspomniany bogaty młodzieniec: „Nauczycielu, co mam uczynić, aby osiągnąć życie wieczne”.(Łk 10, 25-37). A brzmi ona tak: „Pewien człowiek wpadł do studni, z której nie mógł się wydostać. Jakaś osoba o dobrym sercu, która przechodziła tamtędy powiedziała: Bardzo mi przykro z twego powodu. Uczestniczę w twoim nieszczęściu. Pewien człowiek zaangażowany w sprawy społeczne, przechodząc obok studni powiedział: to logiczne, prędzej czy później ktoś musiał tam wpaść. Przechodzący tamtędy kapłan rzekł: no cóż bracie w tej sytuacji pomodlę się za ciebie. Człowiek pobożny rzekł: jedynie źli ludzie wpadają do studni. Uczony zastanawiał się, w jaki sposób człowiek znalazł się w studni. Smutna osoba stwierdziła: moja studnia jest gorsza! Humorysta zaśmiał się i rzekł: Wypij kawę, to cię podniesie na duchu! Optymista powiedział: Mógłbyś czuć się gorzej. Pesymista dorzucił: Osuniesz się jeszcze niżej. Tylko Jezus, widząc człowieka, podał mu rękę i wyciągnął ze studni. I odtąd pozostali przyjaciółmi na zawsze”. Ten kalejdoskop ludzkich postaw śmieszy i przeraża zarazem. A nierzadko dotyczy tych, którzy sami znajdując się w studni z której o własnych siłach nie mogli się wydostać, drwili z skuteczności przykazania miłości bliźniego.

       „Dlatego pytam Cię Panie raz jeszcze, jak ów nieznajomy podczas Twojej drogi do Jerozolimy: czy tylko nieliczni będą zbawieni? Czym są owe „ciasne drzwi” do życia wiecznego? Co trzeba uczynić tu i teraz, aby w przyszłości przekroczyć ich próg?

W homilii podczas Mszy świętej kanonizacyjnej papieża Pawła VI, ojciec święty Franciszek powiedział: „Jezus jest radykalny. Daje wszystko i wymaga wszystkiego: daje całkowitą miłość i wymaga niepodzielnego serca. Także dzisiaj daje się nam jako Chleb Żywy. Czy możemy Mu dać w zamian okruchy? Jemu, który stał się naszym sługą, aż po pójścia za nas na Krzyż, nie możemy odpowiadać tylko przestrzeganiem przykazań. Jemu, który daje nam życie wieczne, nie możemy dać tylko kilku wolnych chwil. Jezus nie zadowala się jakimś procentem miłości. Nie możemy Go kochać w dwudziestu, pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu procentach. Wszystko, albo nic”. Dlatego tylko wtedy, gdy w swoim życiu w radykalny sposób dokonamy wyboru Chrystusa jako jedynego i prawdziwego Zbawiciela, możemy przestać się obawiać o swoją przyszłość. Wtedy również miłość bliźniego przestanie być dla nas problemem.

      Moi kochani! „Smutek, monotonia, brak empatii i zniechęcenie życiem duchowym panuje tylko tam, gdzie brakuje miłości”. Problem w tym, że nie może wejść do nieba, ktoś kto nie umie kochać i nie uczynił miłości swoim sposobem istnienia na tym świecie. Gdyby kogoś takiego Bóg wpuścił do nieba, ono przestałoby być Niebem.

       Nasze rozważania zakończmy modlitwą obwołania Jezusa Chrystusa Panem mojego życia: „Panie Jezu Chryste dziękuję Ci za to, że mnie kochasz i przyszedłeś od Ojca na świat, aby umrzeć za mnie i zbawić świat. Dotychczas kierowałem się swoim życiem i grzeszyłem wobec Ciebie. Wiem, że Ty możesz mnie uwolnić z wszelkich  moich błędów i uleczyć moje słabości i choroby. Otwieram Ci zatem drzwi mojego serca i przyjmuję Cię w moje życie jako Pana i Zbawiciela. Zawładnij moim życiem i kieruj nim. Oddaję Ci moje ciało i duszę, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, rozum, uczucia i pragnienia, moją wolność i wszystko, co posiadam. Chcę żyć odtąd spełniając Twoją wolę. Spraw, abym zawsze był takim, jakim Ty chcesz mnie mieć. Bądź moim Panem i Zbawicielem. Amen  

 

 

 

Zapamiętaj mnie (90 dni)