Piękno gestów w liturgii

Ks. Andrzej Nowicki - Piękno gestów w liturgii

 

Refleksję nad problemem zawartym w tytule artykułu chcę rozpocząć od przywołania słów kard. Józefa Ratzingera: „w liturgii działa siła i moc niezależna od Kościoła, manifestuje się w niej absolutnie coś innego, co poprzez wspólnotę wiernych wnika w nas wszystkich. Dla katolika liturgia to wspólna ojczyzna, samo źródło jego tożsamości. Dlatego też powinna być „ponadczasowa”, „nienaruszalna”, ponieważ w obrządku objawia się świętość Boga”[1]. W kontekście tego wzniosłego poczucia sensu tajemnicy, o którym wspomina obecny Papież, staje się zrozumiałe, że jej wyrażenie nie może ograniczać się tylko do potrzeby wewnętrznej postawy pobożności. Domaga się ono także szeregu zewnętrznych wyrazów, mających na celu przywołanie i podkreślenie doniosłości sprawowanego wydarzenia.

 

Można zatem powiedzieć, że w znaczeniu podstawowym piękno gestu liturgicznego wynika niejako bezpośrednio z osobistej wrażliwości na Boga tego, który ten gest wykonuje, uobecniając wydarzenie czy też w nim uczestnicząc; wrażliwości osadzonej w zwróceniu się do Boga i w porządku łaski. Liturgia bowiem to coś więcej niż tylko obiektywnie poprawne spełnianie świętych powinności. To „więcej” odsłania się krok po kroku przed uważnym i coraz bardziej świadomym działaniem, co sprawia, że w końcu uzyskuje swój wyraz ukryta rzeczywistość. Wtedy gesty przestają być wskazówkami, a objawiają prawdę. Bóg staje się obecny i pozwala to odczuć.

 

Z powyższych rozważań wynika, że piękno gestów liturgicznych nie tylko może, ale powinno odsłonić prawdę wiary. Z tego punktu widzenia liturgia pozwala chrześcijaninowi głębiej zrozumieć wydarzenie jego służby Bożej. Jej przebieg, znaki i gesty stają się dla jednostki i uczestniczącej wspólnoty punktem wyjścia dla konkretnego spotkania z niewidzialnym Bogiem. Stąd prawdziwa edukacja liturgiczna nie może polegać jedynie na uczeniu się i wykonywaniu zewnętrznych czynności, ale na wprowadzeniu do zasadniczego actio, to znaczy, do przemieniającej mocy Boga, który poprzez wydarzenie liturgiczne chce przemienić nas samych. Nikomu zatem nie można zezwolić na niedocenianie powierzonej nam tajemnicy.

 

Jest ona zbyt wielka, ażeby ktoś mógł pozwolić sobie na traktowanie jej wedle własnej oceny, która nie szanowałaby jej świętego charakteru i jej wymiaru powszechnego. Liturgia bowiem nie jest nigdy prywatną własnością kogokolwiek, ani celebransa, ani wspólnoty, w której jest sprawowana tajemnica. Co więcej, „liturgia to nie show, to nie spektakl wymagający genialnych reżyserów i aktorów z talentem. Liturgia nie żyje „sympatycznymi” niespodziankami ani wynalazkami (…) Jeśli myśli się w ten sposób o liturgii, to zatraca się jej istotę, która nie zależy od tego, co my możemy zrobić, lecz jest to coś niezależnego od nas wszystkich”[2].

 

Zatem dążność do zachowania piękna gestów w celebracji liturgicznej domaga się przede wszystkim otwarcia na Tajemnicę. Pozwala ono bowiem wciąż na nowo odkrywać fenomen spotkania Boga z człowiekiem, które wydarzyło się w historii, jako historię bycia chrześcijaninem. Poza tym, owa dążność musi być także ściśle związana z jednoznaczną zachętą do zachowania wszelkich przepisów i norm liturgicznych. Sprawowanie liturgii zgodne z przepisami Kościoła i z uwzględnieniem wymowy wszystkich gestów pozwala na przeżycie jej piękna, pozwala doznać jej uświęcającej mocy. Stąd ważne jest, aby wszystkie gesty liturgiczne wykonywać z szacunkiem, ukazując całe ich piękno i prostotę. Bowiem przyczyniają się one nie tylko do uświęcenia tych, którzy je wykonują, lecz także pozwalają dawać coraz doskonalszą odpowiedź na zbawcze działanie Boga.

 

 

 

[1] A. Tornelli, Ratzinger strażnik wiary, Kraków 2005, s.197.

 

[2] Tamże.

 

Zapamiętaj mnie (90 dni)